Strona główna Co trzeciego chorego nie stać na leki
Stosujemy

Stosujemy się do standardu HONcode dla wiarygodnej informacji zdrowotnej Stosujemy się do standardu HONcode dla wiarygodnej informacji zdrowotnej:
sprawdź tutaj.

Facebook Fanbox 1.5.x.0

Co trzeciego chorego nie stać na leki

Co trzecia osoba nie wykupuje wszystkich przepisanych na recepcie leków - wynika z raportu Naczelnej Izby Aptekarskiej, która zebrała dane z aptek w całej Polsce. Potwierdzają to lekarze, którzy alarmują, że rośnie liczba powikłań po niezaleczonych infekcjach. Coraz więcej takich przypadków kończy się na oddziałach intensywnej opieki medycznej.

Farmaceuci z woj. łódzkiego przyznają, że coraz więcej osób odchodzi od okienka z pustymi rękami. Wielu osób nie stać na wykupienie przepisanych lekarstw.

- Przykłady można mnożyć - mówi właścicielka małej apteki na Bałutach, czyli w jednej z najbiedniejszych dzielnic Łodzi. Prosi o anonimowość - W zeszłym tygodniu przyszła do mnie kobieta z kaszlącym dzieckiem na ręce. Wracali prosto z przychodni z receptą, na której był antybiotyk, leki osłonowe, syrop wykrztuśny i witaminy. Dziecko miało gorączkę, leciało przez ręce, a ona spytała, ile kosztuje antybiotyk. Wykupiła tylko ten lek i obiecała, że po resztę przyjdzie, jak mąż wróci z pracy i przyniesie pieniądze. Już się nie pojawiła...

Jednak najczęściej z wykupywania wszystkich leków na recepcie rezygnują emeryci. Potwierdzają to dane zgromadzone przez Naczelną Izbę Aptekarską. Problem narasta z roku na rok. Jeszcze 5 lat temu przyznawało się do tego 25 proc. Polaków, teraz liczba nie w pełni zrealizowanych recept sięga ponad 33 proc. Blisko połowa z tych, którzy przychodzą do apteki z receptą i odchodzą z kwitkiem, to ludzie starsi.

- Coraz częściej przychodzą do mnie pacjenci emeryci z receptą w ręce i pytają, ile będą kosztować przepisane na niej leki. Kiedy słyszą kwotę, mówią, że idą po pieniądze i wrócą później. Zazwyczaj już nie wracają - mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Łodzi, która prowadzi własną aptekę.

Jakie zagrożenia niesie ze sobą zaniechanie leczenia lub wybiórcze stosowanie lekarstw przepisanych przez specjalistę? Lekarze nie mają wątpliwości - w skrajnych przypadkach pacjenci lądują w szpitalu na intensywnej terapii. Nie wszystkim udaje się wyjść z powikłań po niezaleczonej chorobie.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni na oddział intensywnej terapii Centrum Leczenia Chorób Płuc w Łodzi trafiło kilka takich osób. Wszystkie miały powikłania po niezaleczonej grypie. Dr Andrzej Michalski, ordynator oddziału leczenia chorób płuc, przypuszcza, że jedną z przyczyn takiego wzrostu liczby pacjentów z powikłaniami może być właśnie zaniechanie leczenia.

Lekarze rodzinni twierdzą, że w wielu przypadkach drogie leki można zastąpić tańszymi zamiennikami, ale pacjenci zawstydzeni swoją sytuacją finansową niechętnie mówią lekarzowi, że nie stać ich na leczenie.

- Zdarza się, że lekarze nie uświadamiają sobie tego problemu lub mają zbyt mało czasu na rozmowę z pacjentem, by wywnioskować, że akurat temu choremu trzeba przepisać najtańsze zamienniki leków - przyznaje dr Maciej Adamiec, dyrektor Miejskiej Przychodni Chojny w Łodzi. - Ja staram się uczulić pracujących tu lekarzy, żeby wsłuchać się w to, co mówi pacjent. Jeśli to, czy wykupi dany lek, zależy od ceny, to warto mu zaproponować tańsze zamienniki. One mają dokładnie taką samą ilość identycznej substancji czynnej, jaka znajduje się w oryginalnych lekach, dlatego na dane schorzenie zadziałają dokładnie tak samo.

Ale nawet jeśli lekarz nie zapisze choremu tańszej alternatywy drogiego leku, zamiennik może zaproponować aptekarz.

- Wybór należy do pacjenta, ale farmaceuta ma ustawowy obowiązek sprzedania choremu tańszego zamiennika leku, który ma na recepcie - podkreśla Zbigniew Solarz, rzecznik Okręgowej Izby Aptekarskiej w Łodzi. - Chyba, że lekarz dopisze adnotację "nie zamieniać".

Niestety, dla niektórych pacjentów nawet zamienniki są za drogie, dlatego w województwie kwitnie turystyka lekowa. Chorzy jeżdżą nawet na drugi koniec miasta lub do innej miejscowości po tańsze leki. Te z kolei mogą zaoferować jedynie sieci aptek, którym producenci leków sprzedają lekarstwa znacznie taniej niż małym rodzinnym aptekom. Co to oznacza, wie pan Wiesław Janik, emeryt, który raz w miesiącu zbiera recepty żony i dwóch sąsiadek i jedzie z północy Łodzi do centrum miasta, po to by wykupić dla wszystkich leki.

- Mam już darmowe przejazdy, wsiadam rano w tramwaj i jadę do apteki - mówi pan Wiesław, który miesięcznie zostawia tam za leki swoje i żony ponad 400 zł. - Ale udaje mi się oszczędzić nawet 50 zł miesięcznie. Dla mnie to dużo.

Farmaceuci zrzeszeni w izbie aptekarskiej lobbują za tym, by wszystkie leki refundowane w Polsce miały sztywne, niższe ceny, wtedy kosztowałyby tyle samo w każdej aptece i pacjenci nie musieliby jeździć na drugi koniec miasta.

- To Ministerstwo Zdrowia powinno wynegocjować od producentów takie ceny, żeby było na nie stać większość leczących się w Polsce osób - uważa Zbigniew Solarz. - Tak jest już w całej Europie - podkreśla rzecznik farmaceutów w woj. łódzkim.

Sztywnych cen na leki nie mają tylko trzy europejskie kraje oprócz Polski. To Litwa, Słowacja i Irlandia. W pozostałych krajach ceny są stałe. ("Dziennik Łódzki") Quote this article on your site

To create link towards this article on your website,
copy and paste the text below in your page.




Preview :

Co trzeciego chorego nie stać na leki
Czwartek, 11 Luty 2010

© 2012 - Reflux


Powered by QuoteThis © 2008