Łódzka surogatka oddaje syna urodzonego na zamówienie
Łodzianka, która urodziła parze z Warszawy dziecko za pieniądze, ostatecznie zrezygnowała z walki o odzyskanie maleństwa. Wczoraj przed warszawskim sądem odbyła się ostatnia rozprawa o prawo do opieki nad urodzonym za pieniądze chłopcem.
- Najlepiej dla dziecka będzie, jeśli zostanie z rodziną, do której trafiło - taką decyzję ogłosiła wczoraj łodzianka i tym samym została pozbawiona władzy rodzicielskiej nad rocznym dziś Kajtusiem.
33-letnia kobieta urodziła Kajtka na zamówienie pary przedsiębiorców z Warszawy. Miała za to dostać 30 tys. zł. W ciążę zaszła w trakcie zabiegu in vitro dokonanego w poznańskiej klinice. Lekarz umieścił w jej macicy zarodek, który powstał z połączenia nasienia mężczyzny z Warszawy oraz kupionej przez niego komórki jajowej obcej kobiety. Kajtuś urodził się w maju 2009 r., a kilka dni później zabrał go warszawianin.
Od tego czasu łodzianka, która twierdziła, że pokochała dziecko jeszcze przed narodzinami, i nie chciała go oddać, nie widziała synka.
Zgodnie z polskim prawem matką jest kobieta, która urodzi dziecko. Jednak jego ojciec, zamożny człowiek, postanowił przejąć opiekę nad chłopcem. Łodzianka miała wątpliwości, czy aby na pewno to jego nasienia użyto do zapłodnienia in vitro. W klinice, w której wykonano zabieg, nie ma dokumentacji medycznej dotyczącej poczęcia Kajtusia.
Surogatka postanowiła walczyć o odzyskanie synka. Sprawa przed warszawskim sądem trwała ponad rok. We wtorek definitywnie się zakończyła.
- Moja klientka dojrzała do decyzji, żeby dziecko zostało u rodziny z Warszawy - mówi mec. Maria Wentlandt-Walkiewicz reprezentująca surogatkę. - Nie było jej łatwo. Jednak nie miała ani siły, ani możliwości finansowych, by dłużej walczyć o chłopca.
Pozbawienie surogatki władzy rodzicielskiej otwiera warszawiance, która wychowuje Kajtusia, drogę do jego adopcji.
Łódzka surogatka, ogłaszając przed sądem swoją decyzję, rozpłakała się. Jednak - jak podkreśliła - dobrze przemyślała sprawę. Przez kilka ostatnich tygodni pracowała z psychiatrą i psychologiem.
- Moja klientka jest matką. Wie, że skoro Kajtuś ponad rok przebywał z inną rodziną, to zdążył się do niej przywiązać i to tamtych ludzi traktuje jak rodziców. Stąd taka decyzja. Mimo ogromnej miłości do chłopca wybrała dobro dziecka - mówi mecenas Wentlandt--Walkiewicz.
Surogatka zrezygnowała jednocześnie z roszczeń finansowych wobec pary, dla której urodziła dziecko. Wcześniej zarzucała warszawianom, że zapłacili jej za urodzenie dziecka 20 tys. zł, czyli o 10 tys. zł mniej, niż się umówili.
- Zostawiamy tę kwestię sumieniu tamtych ludzi. Nie stawiamy już żadnych warunków. Jeśli będą chcieli zapłacić, to dobrze, jeśli nie, to trudno - mówi Wentlandt-Walkiewicz.
33-letnia surogatka chce się teraz skoncentrować wyłącznie na opiece nad swoimi córkami: 10-letnią Patrycją i 6-letnią Gabrysią. Łódzki sąd chce ograniczyć kobiecie władzę rodzicielską nad dziewczynkami. Sąd ma wątpliwości, czy kobieta jest w stanie dobrze opiekować się dziećmi. 33-letnia surogatka mieszka w starej kamienicy. Nie pracuje. Kilka lat temu zrzekła się opieki nad trzecią córką, m.in. ze względu na zły stan zdrowia dziecka.
W Polsce jest około 800-900 adopcji ze wskazaniem rocznie. W ilu w nich w grę wchodzą pieniądze, nie wiadomo. ("Dziennik Łódzki") Quote this article on your site
To create link towards this article on your website,
copy and paste the text below in your page.
Preview :
- Najlepiej dla dziecka będzie, jeśli zostanie z rodziną, do której trafiło - taką decyzję ogłosiła wczoraj łodzianka i tym samym została pozbawiona władzy rodzicielskiej nad rocznym dziś Kajtusiem.
33-letnia kobieta urodziła Kajtka na zamówienie pary przedsiębiorców z Warszawy. Miała za to dostać 30 tys. zł. W ciążę zaszła w trakcie zabiegu in vitro dokonanego w poznańskiej klinice. Lekarz umieścił w jej macicy zarodek, który powstał z połączenia nasienia mężczyzny z Warszawy oraz kupionej przez niego komórki jajowej obcej kobiety. Kajtuś urodził się w maju 2009 r., a kilka dni później zabrał go warszawianin.
Od tego czasu łodzianka, która twierdziła, że pokochała dziecko jeszcze przed narodzinami, i nie chciała go oddać, nie widziała synka.
Zgodnie z polskim prawem matką jest kobieta, która urodzi dziecko. Jednak jego ojciec, zamożny człowiek, postanowił przejąć opiekę nad chłopcem. Łodzianka miała wątpliwości, czy aby na pewno to jego nasienia użyto do zapłodnienia in vitro. W klinice, w której wykonano zabieg, nie ma dokumentacji medycznej dotyczącej poczęcia Kajtusia.
Surogatka postanowiła walczyć o odzyskanie synka. Sprawa przed warszawskim sądem trwała ponad rok. We wtorek definitywnie się zakończyła.
- Moja klientka dojrzała do decyzji, żeby dziecko zostało u rodziny z Warszawy - mówi mec. Maria Wentlandt-Walkiewicz reprezentująca surogatkę. - Nie było jej łatwo. Jednak nie miała ani siły, ani możliwości finansowych, by dłużej walczyć o chłopca.
Pozbawienie surogatki władzy rodzicielskiej otwiera warszawiance, która wychowuje Kajtusia, drogę do jego adopcji.
Łódzka surogatka, ogłaszając przed sądem swoją decyzję, rozpłakała się. Jednak - jak podkreśliła - dobrze przemyślała sprawę. Przez kilka ostatnich tygodni pracowała z psychiatrą i psychologiem.
- Moja klientka jest matką. Wie, że skoro Kajtuś ponad rok przebywał z inną rodziną, to zdążył się do niej przywiązać i to tamtych ludzi traktuje jak rodziców. Stąd taka decyzja. Mimo ogromnej miłości do chłopca wybrała dobro dziecka - mówi mecenas Wentlandt--Walkiewicz.
Surogatka zrezygnowała jednocześnie z roszczeń finansowych wobec pary, dla której urodziła dziecko. Wcześniej zarzucała warszawianom, że zapłacili jej za urodzenie dziecka 20 tys. zł, czyli o 10 tys. zł mniej, niż się umówili.
- Zostawiamy tę kwestię sumieniu tamtych ludzi. Nie stawiamy już żadnych warunków. Jeśli będą chcieli zapłacić, to dobrze, jeśli nie, to trudno - mówi Wentlandt-Walkiewicz.
33-letnia surogatka chce się teraz skoncentrować wyłącznie na opiece nad swoimi córkami: 10-letnią Patrycją i 6-letnią Gabrysią. Łódzki sąd chce ograniczyć kobiecie władzę rodzicielską nad dziewczynkami. Sąd ma wątpliwości, czy kobieta jest w stanie dobrze opiekować się dziećmi. 33-letnia surogatka mieszka w starej kamienicy. Nie pracuje. Kilka lat temu zrzekła się opieki nad trzecią córką, m.in. ze względu na zły stan zdrowia dziecka.
W Polsce jest około 800-900 adopcji ze wskazaniem rocznie. W ilu w nich w grę wchodzą pieniądze, nie wiadomo. ("Dziennik Łódzki") Quote this article on your site
To create link towards this article on your website,
copy and paste the text below in your page.
Preview :
Powered by QuoteThis © 2008
Łódzka surogatka oddaje syna urodzonego na zamówienie








